sobota, 29 września 2018

Czas szybko upływa...

Dziś nie będę pisać na żaden konkretny temat. W ostatnich tygodniach jakoś nie mam weny na szersze rozpiski. Zatem będzie takie trochę lanie wody.



Czym żyję ostatnio, poza pracą i życiem rodzinnym? Nieco czasu zajmuje mi pisanie zapowiedzi meczów w ligach piłkarskich pod kątem stron na temat legalnych zakładów bukmacherskich - kiedyś już wspominałem o tym zajęciu, które pozwala mi nieco dorobić do etatowej pensji. To chyba główny powód obniżenia mojej blogowej aktywności. Coś za coś.

Teraz trochę emocjonuję się Mistrzostwami Świata siatkarzy, zwłaszcza że biało-czerwoni spisują się w nich nadspodziewanie dobrze. Mam jednak świadomość, że ta dyscyplina sportu poprzez dziwne systemy rozgrywek i nieciekawą otoczkę organizacyjną zmierza w niezbyt pożądanym kierunku. Na temat siatkówki postaram się napisać szerzej w jednym z kolejnych wpisów.

W poprzedni weekend byłem na przedsezonowym turnieju koszykarek. Gospodynie, czyli Wisła CANPACK Kraków, zajęły w nim drugie miejsce, przegrywając w finale ze Ślęzą Wrocław. Jednak na parkiecie nie pojawiło się aż sześć podstawowych zawodniczek ekipy trenowanej przez Krzysztofa Szewczyka - dwie z powodu kontuzji, zaś czterech na tamtą chwilę jeszcze nie było w Krakowie. Od wtorku zespół jest już w komplecie, a liga zaczyna się w następny weekend. Cieszę się, że wracają zmagania koszykarek, które zawsze dostarczają sporo emocji.

Dwa tygodnie temu byłem natomiast na meczu piłkarzy Wisły, którzy po świetnej grze pokonali aż 5:2 dotychczasowego lidera - Lechię Gdańsk i po ośmiu kolejkach sami znaleźli się na czele tabeli Lotto Ekstraklasy. Doszło też w ten sposób do przełamania swoistego fatum, bo w poprzednim sezonie na stadionie przy ul. Reymonta pojawiałem się trzykrotnie i za każdym razem "Biała Gwiazda" przegrywała.

Ten sukces znalazł się jednak w cieniu głośnego reportażu TVN 24, w którym zostały ukazane powiązania kiboli-gangsterów z władzami klubu. Jakkolwiek sprawa jest skomplikowana, to Szymon Jadczak przedstawił garść faktów, które stawiają Wisłę w bardzo złym położeniu wizerunkowym. Może to wywołać nieciekawe konsekwencje, bo o wyjaśnienia do klubu zwrócił się m.in. bukmacher LV BET, wykładający niemałe pieniądze. Dlatego notoryczne sianie dezinformacji w wykonaniu pani prezes pogarsza sytuację. Przeciwko takiej postawie zaprotestowali krakowscy dziennikarze, z Rady TS Wisła odszedł jej wiceprzewodniczący - dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej.

Kreatywne podejście do prawdy towarzyszy również kampanii w wyborach samorządowych. PSL naliczył premierowi wypowiedzenie już 100 kłamstw wypowiedzianych od 15 sierpnia. Na mocy orzeczenia sądu wydanego w trybie wyborczym Mateusz Morawiecki miał publicznie przeprosić za stwierdzenie nieprawdy w sprawie pieniędzy wydawanych na drogi, ale wysłużył się głosem kobiety. Ten pan odwagą nie grzeszy.

W Przemyślu PiS błysnął w inny sposób - nie zdołał zebrać 150 niewadliwych podpisów w dwóch spośród czterech okręgów wyborczych do Rady Miasta, przez co nie wystawi w nich swoich kandydatów! No ale mimo tego politycy tej partii w mieście nie czują się przegrani. To jest właśnie znakomity przykład PiS-owskiej propagandy sukcesu... Śledzę kampanię w swoim rodzinnym mieście, jak również w Krakowie. Wszędzie kandydaci licytują się na obietnice, ale co z tego konkretnego wyniknie, gdy przyjdzie im wprowadzać je w czyn? Tego nie wie nikt.


Miesiąc temu odwiedziłem znakomitą wystawę, poświęconą katastrofie "Titanica". Obejrzałem ją z tym większym zainteresowaniem, że byłem świeżo po przeczytaniu książki na ten temat, budzący jeszcze po ponad stu latach niemało emocji. Natomiast w zeszłym tygodniu skończyłem czytać "Maluchem przez Afrykę" Arkadego Pawła Fiedlera, który w 2014 roku właśnie Fiatem 126p przejechał 16 tys. km - z Egiptu do Republiki Południowej Afryki. Jego opowieść o tej podróży jest niezwykle interesująca, pokazując przyrodniczą niezwykłość tego ogromnego kontynentu i ludzi tam zamieszkujących. Nic dziwnego, bo to przecież wnuk podróżnika Arkadego Fiedlera, który napisał też o Dywizjonie 303. Obejrzałem w kinie film o tej słynnej jednostce lotniczej. "Dywizjon 303. Historia prawdziwa" stanowi jeden z dowodów na to, że nie trzeba astronomicznego budżetu i hollywoodzkich gwiazd, aby rzetelnie i przystępnie pokazać jeden z wielu pozytywnych akcentów w historii naszego kraju.


I to byłoby dziś na tyle.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz