czwartek, 31 sierpnia 2017

Polacy i włoski trenerze - stało się!

Wczoraj polscy siatkarze pożegnali się w Tauron Arenie Kraków z marzeniami o odegraniu jakiejkolwiek roli w Mistrzostwach Europy. Uczynili to w stylu, który trzeba określić jako kompromitujący. Po prostu w żaden sposób nie zasłużyli, aby być w gronie choćby ośmiu najlepszych drużyn naszego kontynentu. Co więcej, drugi raz z rzędu wyeliminowała ich nie jakaś siatkarska potęga, ale jedynie solidna Słowenia...

fot. wyborcza.pl

O ile 2 lata temu, po porażce 2:3 w ćwierćfinałowym starciu z reprezentacją tego 2-milionowego kraju można było znaleźć jakieś okoliczności łagodzące, wskazując choćby na przemęczenie po występach w Pucharze Świata czy turniej życia w wykonaniu rywali (zostali wicemistrzami Europy), tak teraz trudno o jakiekolwiek wytłumaczenie. Bo nie jest nim na pewno szereg zmian w kadrze i coraz odważniejsze stawianie przez Ferdinando De Giorgiego na młodzież. Obejmując funkcję selekcjonera, Włoch zdawał sobie sprawę, że najważniejszym egzaminem dla niego - przynajmniej w pierwszym roku pracy - będą rozgrywane w Polsce Mistrzostwa Europy. Ten egzamin w dość kiepskim stylu oblał.

Przygotowaniami do tego startu była Liga Światowa - brak awansu do Final Six niektórzy odebrali w kategoriach niepowodzenia, chociaż więcej było głosów rozsądku, tonujących emocje. Miałem właśnie podobne odczucia, pisząc, że należy wstrzymać się z bardziej generalnymi ocenami. Weryfikacja miała nastąpić na przełomie sierpnia i września. Pomyliłem się jednak co do skali zmian, nie określając ich rewolucyjnymi. Okazało się, że brak Kłosa, Nowakowskiego i Miki, tylko częściowo spowodowany ich problemami zdrowotnymi, był nie do przecenienia - to połowa wyjściowej szóstki z 2014 roku! O ile już dawno pogodzono się z absencjami innych wiodących postaci zespołu, który zdobył złoto Mistrzostw Świata, to tych trzech ludzi wciąż gwarantowało wysoką jakość. Trudno powiedzieć, czy w przyszłym roku zagrają w kadrze - oby, bo zdrowi są w stanie wnieść wiele. Mimo bardzo zdolnej młodzieży (mistrzowie świata juniorów), zasoby ludzkie polskiej siatkówki nie są tak szerokie, aby lekką ręką rezygnować z tak znaczących graczy, oczekując, że z miejsca da się ich zastąpić. Tylko czy podobnie uważa selekcjoner? Jeśli miał inne zdanie, to być może zmieni je po analizie przyczyn niepowodzenia na ME, o ile oczywiście jeszcze dostanie szansę na rehabilitację...

Właśnie stabilnością pobili nas Słoweńcy, grający od kilku lat w mocno zbliżonym składzie. Pomimo tego nie mam wątpliwości, że posiadany obecnie potencjał spokojnie wystarczał, aby ich pokonać. Kurek, Kubiak, Drzyzga czy Konarski to siatkarze o uznanej marce i w niezłej, ale wcale nie jakiejś rewelacyjnej dyspozycji razem z kolegami, niesieni dopingiem własnych kibiców, nie powinni mieć problemów z wejściem do ćwierćfinału, a nawet podjęciem równorzędnej walki z przechodzącą podobną wymianę pokoleniową Rosją. To, że nie trafili z formą, nie umieli wykorzystać swoich atutów, każdy podstawowy element wykonywali poniżej oczekiwań, czasem wręcz na fatalnym poziomie, obciąża konto De Giorgiego.

Ciężko nawet porównywać styl gry biało-czerwonych podczas pamiętnych Mistrzostw Świata z tym, co ujrzeliśmy w ostatnich dniach. Wystarczy spojrzeć na wyniki i elementy na niego wpływające... Już inauguracyjny mecz z Serbią był czytelną zapowiedzią, że może skończyć się źle. W 2014 roku na Stadionie Narodowym Wlazły, Winiarski i ich koledzy rozstawiali Serbów po kątach, a teraz w tym samym miejscu, również na inaugurację turnieju, role odwróciły się o 180 stopni. Bezdyskusyjne jest, że 3 lata temu Stephane Antiga miał lepszą sytuację kadrową, bardziej doświadczonych zawodników itp. Tylko, że to jeszcze też niczego nie gwarantowało. Francuz musiał po swojemu układać te puzzle, mając na to mniej więcej tyle czasu, co w tym roku jego następca. Nie było mu łatwo, bo rozpoczynał pracę prawie od zera - "osiągnięcia" Andrei Anastasiego w 2013 roku jako żywo przypominały właśnie oglądane "popisy". Tuż przed MŚ Antiga odstrzelił Kurka, co dla wielu wydawało się szaloną decyzją, ale - jak się wydaje - ten ruch zapobiegł prawdopodobnym napięciom wewnątrz drużyny.

Chcę w ten sposób zauważyć, że poprzednik De Giorgiego - trenerski żółtodziób korzystający z podpowiedzi doświadczonego asystenta - będąc w podobnych warunkach wyjściowych potrafił optymalnie przygotować zespół na najważniejszą imprezę, wycisnąć z niego maksimum i wytrzymać narastającą presję. Tam było widać charakter, prawdziwy team spirit. Teraz mieliśmy do czynienia z czymś zupełnie odwrotnym - i to w sytuacji, gdy tylko niepoprawni szaleńcy ostrzyli sobie zęby na złoty medal. Awans do półfinału byłby już uznany za bardzo dobry rezultat, nie byłoby tragedii po odpadnięciu w ćwierćfinale z rywalem aktualnie nieco silniejszym.

Jednak nawet jeśli przyjąć, że złoto MŚ było wynikiem ponad stan, że doszło do sporych roszad personalnych, to żeby 3 lata później gospodarze ME nie weszli do ćwierćfinału, i to w tak kiepskim stylu?! To się w głowie nie mieści! I to wszystko w kraju szczycącym się posiadaniem mocnych podstaw sportowych i organizacyjnych, a także wciąż wysoką popularnością tej dyscypliny sportu. Na dodatek reprezentacja została powierzona trenerowi, który w dwóch ostatnich sezonach uczynił ze swojego klubu prawdziwego suwerena ligowych rozgrywek.

Jakkolwiek De Giorgi miał zielone światło na wprowadzanie swoich koncepcji, to nie sposób nie rozliczać go z podjętych decyzji personalnych i przygotowań, skutkujących takim blamażem. Prezes PZPS nieco enigmatycznie zapowiedział zmiany w sztabie szkoleniowym, co może oznaczać, że Włoch utraci posadę. Ciekawe, że Jacek Kasprzyk nie wykluczył też własnej dymisji. Czyżby poczuwał się do winy w wyborze selekcjonera, czy też w grę wchodzą inne motywy, zwłaszcza organizacyjne?

Rok temu nie brakowało głosów obwiniających Antigę za niedostateczne przygotowanie zespołu do Igrzysk Olimpijskich w Rio de Janeiro i błędy w jego prowadzeniu podczas turnieju. Teraz chyba niejeden z krytykujących widzi, że Francuz taki zły nie był i spokojnie mógłby dalej prowadzić biało-czerwonych - prawdopodobnie z lepszym efektem niż dużo bardziej doświadczony włoski szkoleniowiec...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz