niedziela, 27 sierpnia 2017

Odszedł Wielki Koszykarz...

Ta wiadomość w sobotę po południu poruszyła i zszokowała nie tylko środowisko koszykarskie. Zmarł Adam Wójcik. Miał zaledwie 47 lat...



Cóż, bardzo trudno w to uwierzyć... Truizmem byłoby stwierdzenie, że Adam Wójcik był jednym z najwybitniejszych koszykarzy w historii tej dyscypliny w Polsce. Dla mnie i dla wielu innych był z pewnością najlepszym Polakiem, jakiego dane było oglądać w ostatnim ćwierćwieczu, zaliczającym się do czołówki europejskiej na pozycji silnego skrzydłowego. Może nie czas i miejsce na takie porównania, ale klasą i wszechstronnością przewyższał Marcina Gortata. Przy swoich 208-209 cm wzrostu (tak najczęściej podawały oficjalne źródła) popularny "Oława" prezentował niesamowitą sprawność, miękkość ruchów, dynamikę, technikę, umiał zdominować strefę podkoszową, jak i celnie przymierzyć z półdystansu czy dystansu, popisywał się wspaniałymi slum-dunkami, przez co był jeszcze bardziej uwielbiany. Co ważne, cechujące wielkich zawodników - potrafił też w newralgicznych momentach wziąć na siebie ciężar gry. Jak choćby w pamiętnych finałach ekstraklasy w 1998 roku - był wtedy kluczowym graczem wrocławskiego Śląska, w istotny sposób pomagając tej ekipie sięgnąć po złoto w konfrontacji z Mazowszanką Pruszków.

To był już drugi tytuł mistrzowski w Jego kolekcji. Pierwszy zdobył broniąc barw właśnie Mazowszanki, 3 lata wcześniej. Coś o tym wydarzeniu mogę powiedzieć, bo ściskałem wówczas mocno kciuki za finałowego rywala - Polonię Przemyśl, beniaminka będącego absolutną rewelacją rozgrywek. W finale nieco już zaawansowany wiekowo team znad Sanu musiał jednak uznać wyższość młodszej ekipy z Pruszkowa, w której szczególnie wyróżniał się właśnie 25-letni Wójcik. Trudno było nie docenić Jego umiejętności, widząc w Nim koszykarza mogącego osiągnąć coś więcej, przekraczającego poziom polskich parkietów. W 1993 roku Adam próbował dostać się do NBA. Testy w Los Angeles Clippers wypadły nieźle, ale do angażu nie doszło. Lata 90. to cokolwiek inne czasy niż obecnie - wówczas nawet najlepsi Europejczycy nie umieli odnaleźć się za Oceanem, a dziś obecność sporej ilości zawodników z naszego kontynentu nie jest tam niczym zaskakującym. Wtedy różnice w przygotowaniu fizycznym i mentalnym między USA a Europą były większe, być może zdecydowała tutaj też kwestia odpowiedniej siły przebicia. W tym kontekście twierdzono, że Wójcik urodził się o kilkanaście lat za wcześnie. Na podstawie tych tendencji można jedynie gdybać, że w obecnej dekadzie, mając takie walory, poradziłby sobie w NBA wybornie.

Blisko 150 meczów w reprezentacji Polski, w tym występy na czterech finałach Mistrzostw Europy, osiem tytułów mistrzowskich w Polsce, jeden w Belgii, kilka tytułów MVP sezonu, play-off czy Meczów Gwiazd, przekroczona bariera 10 tysięcy punktów i drugie miejsce w klasyfikacji wszech czasów pod względem liczby punktów, jak i rozegranych meczów w ekstraklasie. A warto zauważyć, że prawie 5 lat spędził za granicą. Na przełomie stuleci był jedną z gwiazd Śląska, mającego wówczas bardzo ambitne plany w skali europejskiej. O ówczesnej popularności Adama może świadczyć choćby to, że w 2000 roku zagrał... samego siebie w filmie "6 dni Strusia". Później dołożył swoją cegiełkę do triumfów Prokomu Trefla Sopot. Wspaniała kariera, zakończona w wieku 42 lat. Wszyscy związani z basketem podkreślają, że miał bardzo pozytywną, przyjazną osobowość, był spokojny, skromny, nie wywyższał się. Dlatego był tak lubiany. Niestety, właśnie był...

W pamięci pozostaną Jego znakomite akcje. Daniel Puchalski - jeden z bliskich przyjaciół "Oławy", a obecnie trener juniorskiej drużyny UKS Niedźwiadki Hensfort Przemyśl - napisał wczoraj, że jedno zagranie Adama zapadało w pamięć po meczu bardziej niż 20 pkt kogokolwiek innego. To była właśnie kwintesencja Jego wielkości.

Oby jak najdalej w ślady Taty poszli bliźniacy - Jan i Szymon, którzy jesienią kończą 18 lat. Od roku zgłębiają tajniki koszykówki we Francji, a fachowcy wróżą im dużą karierę. Naturalny talent już dostali w genach, teraz wszystko w ich rękach i głowach.

Wkrótce po zakończeniu kariery przez Wójcika, wrocławski dziennikarz Jacek Antczak napisał i wydał Jego biografię. "Rzut bardzo osobisty" uważam za jedną z najlepszych biografii o sportowcach, spośród tych, które przeczytałem i zapewne będę jeszcze sięgać jeszcze do jej fragmentów. Dziś z wielkim bólem można tylko stwierdzić, że dalszego ciągu nie będzie. Po wielokroć zwycięskiego na boisku Adama Wójcika pokonała choroba, stanowczo zbyt wcześnie...

Cześć Jego Pamięci!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz