niedziela, 4 grudnia 2016

Jesteśmy prawi i sprawiedliwi...

Na temat wyczynów i wypowiedzi polityków obozu rządzącego można byłoby codziennie pisać i pisać. Co rusz pojawia się jakiś "bohater", który w swoisty sposób licytuje się z innymi, niekiedy bardzo skutecznie. 

fot. PAP

Pusta propaganda sukcesu, niepoparte niczym oskarżenia, przeinaczanie faktów (mówiąc delikatnie), buta i arogancja, brak kultury osobistej. Jak poseł-prezes J. Kaczyński nie rzuci oskarżeniem w Tuska, Wałęsę czy przedsiębiorców, to prezydent Duda chlapnie coś na temat przyzwoitości czy przestrzegania prawa (w jego przypadku brzmi to dość osobliwie...), zaistnieje na tle pośladków Dody albo prześle całusa adwokatom podczas ich zjazdu. Jeśli wyżej wymienieni akurat nie dostarczają tematów mediom, to nie zawodzą premier Szydło i jej ministrowie - Macierewicz, Waszczykowski, Ziobro, Błaszczak, Gliński czy Zalewska. Można liczyć też na marszałka Kuchcińskiego czy wicemarszałka Terleckiego, a także na niestrudzoną rzecznik klubu parlamentarnego - panią Mazurek. Oczywiście są i takie indywidua, jak posłanka Pawłowicz, której zachowanie w Sejmie jest w najwyższym stopniu skandaliczne. Młode kadry formacji rządzącej chcą "dorównać" koleżankom i kolegom z większym dorobkiem, czego efektem są opisywane kilka tygodni temu kariery Misiewicza i Jakiego. Od kogo się uczyć, jak nie od bardziej doświadczonych, ludzi po przejściach? A oprócz wcześniej wymienionych, wzorców jest wiele - wystarczy zerknąć na kilka faktów dotyczących Stanisława Piotrowicza i Beaty Mateusiak-Pieluchy.

Piotrowicz nie ma ostatnio łatwego życia, jednak na własne życzenie. Zamiast spokojnie doczekać emerytury na stanowisku prokuratora w Krośnie, gdzie podobno cieszył się zaufaniem i uznaniem współpracowników, 11 lat temu został senatorem, potem posłem. Jak wiadomo, rok temu objął funkcję szefa sejmowej Komisji Sprawiedliwości, powierzono mu także ważną rolę w "uzdrowieniu" Trybunału Konstytucyjnego. No i się zaczęło. Media nagłośniły znane już wcześniej niektórym informacje - poseł z Krosna był prokuratorem w czasach PRL-u, otrzymał nawet wtedy odznaczenie państwowe, był członkiem PZPR. Te fakty - delikatnie mówiąc - chluby mu nie przynoszą, dając obecnej opozycji powód do ataków, bo przecież eksponowaną pozycję w partii rządzącej zajmuje postać o tak nieciekawej przeszłości. Oczywiście, koledzy z PiS zaczęli bronić swojego kolegi, podobnie zresztą jak on sam. Argumentacja jest mniej więcej taka - ktoś w minionej epoce musiał ścigać sprawców pospolitych przestępstw, on nie uczestniczył w sprawach politycznych i nawet starał się po kryjomu pomagać opozycjonistom. Jeszcze niedawno straszył procesami sądowymi wszystkich, którzy uważali, że oskarżał ówczesnych dysydentów. Ciekawe, czemu nie uczynił tego w stosunku do rzeszowskiego dziennika "Nowiny", który już rok temu napisał w obszernym artykule (całość: tutaj) m.in. o tym, że w aktach IPN zachował się akt oskarżenia przeciwko Antoniemu Pikulowi, który został postawiony przed sądem wojskowym za kolportowanie prasy opozycyjnej. Co najważniejsze - pod aktem oskarżenia widnieje nazwisko i podpis Stanisława Piotrowicza.

Tekst "Nowin" mało kto znał. Wiedzę na temat roli posła-prokuratora w oskarżeniu opozycjonisty rozpowszechnił w piątek Krzysztof Brejza. Poseł PO w dość spektakularny sposób zdemaskował twierdzenia Piotrowicza, który chwilę wcześniej z mównicy sejmowej zarzekał się, że nigdzie tam nie było jego nazwiska. Ano było...

Czy po takim zdarzeniu człowiek, który publicznie i w tak jaskrawy sposób rozmija się z faktami, zasługuje na jakiekolwiek zaufanie?! Wcześniej było już ono niewielkie, bo ktoś mający w swojej biografii niezbyt chwalebny dorobek przesiąkł ówczesną mentalnością, a teraz ochoczo zabrał się za "naprawianie" TK, do grudnia 2015 roku stanowiącego jeden z głównych fundamentów demokratycznego państwa prawnego. Swoistą paranoją jest również to, że o wysokość emerytury Piotrowicz nie musi się martwić - w odróżnieniu od np. telefonistek pracujących w MO czy słuchaczy szkoły milicyjnej, nie mówiąc już o ludziach, którzy pierwsze zawodowe kroki stawiali pod koniec PRL-u i na nikogo nie donosili, za to swoją pracą w III RP zasłużyli na liczne pochwały i nagrody (przykłady takich karier przedstawił w ostatnich dniach TVN 24). Bo chyba to prokuratorzy "zaklepywali" różne sprawy, rozpracowywane wcześniej przez milicję i bezpiekę, stojąc jeszcze wyżej w tej hierarchii decyzyjności aparatu gnębiącego opozycję? No ale ich przywileje nie zostaną naruszone. Ziobro ma na głowie sporo różnych spraw, więc po co jeszcze zsyłać na niego gniew prokuratorów (już emerytowanych lub jeszcze nie), pracujących w tym zawodzie przed 1990 rokiem? Zwłaszcza jak jeden z nich należy do frontmanów tzw. dobrej zmiany na bardzo newralgicznym odcinku...

Pani poseł Mateusiak-Pielucha zasłynęła z innych powodów. To pomysłodawczyni podpisywania przez muzułmanów, ateistów i prawosławnych oświadczeń, w których zobowiązywaliby się do przestrzegania wartości uznawanych w Polsce za ważne, a ci, którzy odmówiliby, mieliby - według zamysłu posłanki PiS - zostać deportowani. Oczywiście, ta absurdalna propozycja, naruszająca kilka przepisów Konstytucji RP (nie mówiąc już o dobrych obyczajach), wywołała ogromną burzę. Mateusiak-Pielucha skarżyła się, że wypowiedziane przez nią słowa zostały wyrwane z kontekstu, co jedynie pogłębiło jej kompromitację.

Ponieważ ta posłanka pozostawała dotychczas raczej anonimowa, jej przeszłość wywołała zainteresowanie m.in. "Gazety Wyborczej". Ktoś o "antylewackich" poglądach będzie oczywiście twierdzić, że ten tytuł prasowy chciał ją zdyskredytować, lecz z faktami w tym przypadku trudno polemizować. Mateusiak-Pielucha została oskarżona o niedopełnienie obowiązków i przekroczenie uprawnień w okresie sprawowania funkcji starosty powiatu pajęczańskiego, sprawa jest obecnie w sądzie. Jasne, że obowiązuje zasada domniemania niewinności, tylko... hmmm... iść do Sejmu z zarzutami, jako reprezentant partii o nazwie Prawo i Sprawiedliwość, do tego będąc szefową partyjnych struktur w województwie łódzkim - trochę to tak jakoś dziwnie, nie wypada. Cóż, zawsze można te komplikacje zrzucić na "tamtą" prokuraturę, bo przecież ta obecna nigdy by nie śmiała dopuścić do postawienia zarzutów tak szlachetnej osobie... To rzecz jasna sarkazm, ironia. Fakty są takie, że będąc starostą, poprzez niegospodarne wydatkowanie unijnej dotacji, ta kobieta przyczyniła się do znaczących kłopotów finansowych powiatu, z czym musieli sobie radzić jej następcy po 2010 roku.

fot. newsweek.pl
Niejako na marginesie - w kampanii wyborczej Mateusiak-Pielucha mówiła, że studiowała prawo na Uniwersytecie Wrocławskim, ale już nie wspomniała, że nie ukończyła tych studiów, zatem formalnie ma tylko średnie wykształcenie. Jej nieżyjący mąż miał obok ich domu piec do wypalania kamieni wapiennych (zlikwidowany po jego śmierci). Oddziaływanie tzw. wapiennika było szkodliwe dla sąsiadów, którzy skarżyli się na problemy zdrowotne.

Mateusiak-Pielucha przetrwa jednak wszystkie ataki. Skoro J. Kaczyńskiego kocha "bezinteresowną, ale nie bezkrytyczną, polityczną miłością", to dzięki wsparciu obiektu swoich uczuć (politycznych, oczywiście), nie może jej się stać żadna krzywda. Za to prokuratorzy i sędzia zajmujący się jej sprawą powinni mieć się na baczności, bo zasługują na karę... Do takich wniosków sprowadza się zapewne rozumowanie PiS-owskich fanatyków.

Dwoje posłów stało się obiektem krytyki. Jak mogą jej przeciwdziałać? Piotrowicz powinien dowodzić, że był ofiarą represji poprzedniego systemu, a nie jego beneficjentem. Bo przecież jako prokurator w tamtych smutnych czasach był zależny od władz, więc cierpiał i żadne ówczesne przywileje nie były mu w stanie tego zrekompensować. Natomiast pani Mateusiak-Pielucha powinna porzucić swój dotychczasowy pomysł, proponując inne rozwiązanie w ten deseń - obowiązek zgłoszenia przez obywateli polskich właściwym służbom każdej rozmowy z obcokrajowcem w ciągu doby po takim zdarzeniu, a jeśli ktoś tego by zaniechał, podlegałby odpowiedzialności karnej. Taki przepis obowiązywał w Rumunii rządzonej przez niejakiego Nicolae Ceauşescu...

Przedstawiciele PiS zapędzają się w swoich działaniach i propozycjach tak daleko, że te moje groteskowe sugestie nie są wcale zbyt dalekie od urzeczywistnienia...



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz