czwartek, 8 lutego 2018

Vital ma przywrócić biało-czerwonym witalność i blask

W końcu wczoraj, po prawie pięciu miesiącach, władze Polskiego Związku Piłki Siatkowej ogłosiły nazwisko nowego selekcjonera męskiej reprezentacji. Vital Heynen był faworytem do tej posady, zatem nie można mówić o jakiejkolwiek niespodziance.

Znalezione obrazy dla zapytania vital heynen przeglad sportowy
fot. PAP / Przegląd Sportowy


Jak wiadomo, pozostali konkurenci biorący udział w rozstrzygniętym konkursie to Polacy. Na tle szóstki naszych rodaków CV Belga prezentowało się cokolwiek imponująco, więc jeśli tylko brać pod uwagę kwestie merytoryczne, wybór powinien być oczywisty. Jednak mogło być inaczej, skoro prezes Jacek Kasprzyk zaraz po pożegnaniu z Ferdinando De Giorgim wyraźnie dawał do zrozumienia, że teraz czas na krajową myśl szkoleniową, niejako zniechęcając do aplikowania zagranicznych fachowców. Na szczęście zwyciężył zdrowy rozsądek.

Polską kadrę poprowadzi szósty z kolei obcokrajowiec, ale w wielu aspektach różniący się od poprzedników, a przynajmniej większości z nich. Z innej siatkarskiej szkoły, znacznie uboższej w sukcesy i wybitne nazwiska, pasjonat, niezwykle bezpośredni, niekiedy odbierany wręcz za szalonego i ekscentrycznego, zwolennik dialogu i bardziej partnerskich relacji z zawodnikami niż to na ogół w ostatnich kilkunastu latach bywało. Pracował półtora roku w Bydgoszczy, najpierw wyciągając tamtejszy klub z poważnego kryzysu, a w kolejnym sezonie doprowadzając do bardzo dobrego - uwzględniając potencjał - piątego miejsca w lidze. Nasz kraj jest zresztą dla niego szczęśliwy - w 2014 roku w Katowicach sięgnął z Niemcami po brązowy medal Mistrzostw Świata, co jest dla naszych zachodnich sąsiadów epokowym sukcesem, a na zeszłorocznych Mistrzostwach Europy wprowadził Belgię do półfinału. Ostatecznie jego rodacy zakończyli imprezę bez medalu, lecz czwarte miejsce to i tak znakomity wynik dla zespołu, któremu daleko wcześniej było do podobnych wzlotów.

Czy prowadząc biało-czerwonych Heynen potwierdzi, że jest specjalistą od gaszenia pożarów, a następnie wznoszenia prowadzonych przez siebie ekip na wyżyny? Dzisiaj odpowiedź na to pytanie jest cokolwiek ryzykowna. Przed Belgiem niemałe wyzwanie, z czego zapewne sam zdaje sobie sprawę. Wcześniej nikt nie oczekiwał, że prowadzone przez niego teamy osiągną tak świetne rezultaty. Teraz będzie inaczej. Z jednej strony budowanie prawie od zera, rozmowy z doświadczonymi zawodnikami odnośnie dalszej gry w drużynie narodowej (niektórzy noszą się z zamiarem rezygnacji lub przerwy), coraz odważniejsze sięganie po młodzież, notabene utalentowaną. Siłą rzeczy, wyniki w tym roku powinny zejść na dalszy plan. Medal na Mistrzostwach Świata trzeba byłoby traktować w kategoriach cudu. No ale z drugiej strony - polski kibic jest wymagający i różne tłumaczenia, jeśli już przyjmuje do wiadomości, to niechętnie. Zwłaszcza, gdy za wyniki odpowiada człowiek mający etykietkę cudotwórcy...

Doskonale pamiętamy, że na absolutny Mount Everest reprezentacja prowadzona przez Stephane'a Antigę wspięła się niespełna 4 lata temu. Przy tak mocnej i wyrównanej czołówce utrzymać się na samym szczycie lub w jego okolicach jest piekielnie ciężko. Poza tym we wrześniu 2014 roku po raz ostatni w kadrze występowali Wlazły, Winiarski i Zagumny, czyli - nie ma co się oszukiwać - gracze wybitni w skali światowej. Złoto MŚ zobowiązywało, aspiracje wciąż były ogromne, jakby bez uwzględnienia, że zastąpienie tego tercetu nie odbędzie się bez uszczerbku. Po obniżce notowań (brak medalu na kolejnych imprezach, z igrzyskami włącznie), którą - spoglądając racjonalnie - dało się jakoś zrozumieć, wszystkie niedoskonałości wyjątkowo mocno ujawniły się na rozgrywanych w Krakowie i innych polskich miastach Mistrzostwach Europy.

Dla PZPS i całego środowiska, kibiców, mediów był to zbyt bolesny cios. Tak duży blamaż (zresztą pokrótce opisanym w jednym z poprzednich tekstów) sprawił, że De Giorgi nie mógł dostać następnej szansy - tym bardziej, że coraz więcej mówiło się o kiepskiej atmosferze w zespole, co obciążało konto Włocha, nie widzącego swoich błędów. Wówczas Kasprzyk rzucił temat "Polak na selekcjonera", jakby zapominając lub nie zdając sobie sprawy, że niestety jest spory problem ze wskazaniem choć jednego rodaka, który w tak trudnym momencie swoimi kompetencjami gwarantowałby przezwyciężenie impasu. Z całym szacunkiem, ale Andrzej Kowal, Piotr Gruszka czy Jakub Bednaruk to nie ten poziom, przynajmniej jeszcze nie teraz. Kto wie, może za kilka lat... Dlatego było jasne, że jeśli tylko wystartuje jakiś renomowany trener z zagranicy i złoży rozsądną ofertę finansową, pominięcie go trzeba będzie jak strzał w kolano.

Podobno Heynen oczekiwał znacznie mniejszego wynagrodzenia niż choćby Kowal. Być może dlatego, że pracuje jeszcze w niemieckim klubie, a szkoleniowiec z Rzeszowa był gotowy poświęcić się tylko kadrze. Oczywiście nie to zdecydowało, lecz opisane względy merytoryczne. Dobrze, że władze związku poszły na kompromis i złagodziły swoje wcześniejsze stanowisko, nieprzychylne łączeniu funkcji selekcjonera z klubowym etatem. Pytanie tylko, czy ta cała procedura konkursowa musiała trwać tak długo, skoro był jeden faworyt? Zamiast szybkiej decyzji, wszystko przebiegało powoli, rozkładano na czynniki pierwsze koncepcje kandydatów, zadawano im szereg pytań. Teoria to rzecz ważna, ale nie zastąpi praktyki, rozumianej jako doświadczenie, sukcesy i charyzma. A na tym polu Belg ma się czym pochwalić.

Oby Vital przywrócił polskim kadrowiczom... witalność i blask, choć na pewno nie będzie o to łatwo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz